Policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie zatrzymali pięć osób podejrzanych o udział w zorganizowanym procederze fałszowania badań technicznych pojazdów. Według ustaleń prokuratury w Miechowie sprawa może dotyczyć około 5500 pojazdów, które uzyskały dopuszczenie do ruchu na podstawie fikcyjnych przeglądów.
To jedna z największych tego typu spraw w Polsce w ostatnich latach i poważny sygnał ostrzegawczy dla rynku aut używanych.
Jak działał proceder?
Według śledczych trzej diagności mieli przyjmować korzyści majątkowe w zamian za wystawianie pozytywnych wyników badań technicznych pojazdów, których często nawet nie oglądali.
W praktyce oznaczało to, że:
- samochód mógł znajdować się w innym województwie lub za granicą
- właściciel dostarczał jedynie dowód rejestracyjny
- do systemu trafiał wpis o „pozytywnym badaniu”
Wszystko było rejestrowane w oficjalnym systemie CEPiK, co sprawiało, że pojazdy formalnie wyglądały na w pełni sprawne.

Skala procederu w liczbach:
Śledczy zabezpieczyli dokumentację wskazującą, że proceder mógł trwać od 2021 roku.
W tym czasie:
- 5500 – co najmniej tyle fikcyjnych badań technicznych ujawnili śledczy.
- 430 - w trakcie przeszukań zabezpieczono blisko 430 dowodów rejestracyjnych.
- 5 – tyle osób usłyszało zarzuty korupcyjne i poświadczania nieprawdy.
- 2021 – od tego roku miał trwać przestępczy proceder.
- 10 lat – taka kara więzienia grozi zatrzymanym diagnostom.
To oznacza, że skala zjawiska jest wielokrotnie większa niż początkowo zakładano.
Co to oznacza dla kierowców?
Sprawa ma bezpośredni wpływ na rynek aut używanych w Polsce.
Możliwe konsekwencje:
- konieczność ponownej weryfikacji badań technicznych
- ryzyko unieważnienia wpisu w CEPiK
- problemy przy sprzedaży pojazdu
- potencjalne komplikacje przy likwidacji szkód
W praktyce oznacza to, że część samochodów z „ważnym przeglądem” może wymagać ponownego badania technicznego.
Najważniejszy problem: zaufanie do systemu
Afera pokazuje, że nawet wpis w systemie HistoriaPojazdu.gov.pl nie zawsze oznacza realne wykonanie badania technicznego.
System CEPiK opiera się na danych wprowadzanych przez stacje kontroli pojazdów, co oznacza, że jego skuteczność zależy od uczciwości diagnostów.
Co powinien zrobić kupujący auto?
Eksperci rynku wtórnego zalecają:
- dodatkowe badanie na niezależnej SKP
- sprawdzenie VIN i historii pojazdu
- kontrolę zgodności przebiegu i dat badań
- weryfikację stacji, która wykonała przegląd
Koszt dodatkowej kontroli jest niewielki w porównaniu do ryzyka zakupu niesprawnego auta.

Możliwe zmiany w prawie
Sprawa może przyspieszyć wprowadzenie zmian w systemie badań technicznych, takich jak:
- obowiązkowa dokumentacja fotograficzna pojazdu na SKP
- monitoring procesu badania
- zaostrzenie kontroli stacji diagnostycznych
Celem ma być ograniczenie możliwości obchodzenia systemu, a dla kierowców to kolejny sygnał, aby przy zakupie auta używanego nie opierać decyzji wyłącznie na wpisie o ważnym przeglądzie.
MINI FAQ
Jak sprawdzić, czy mój przegląd jest wiarygodny?
Porównaj datę badania w CEPiK z historią serwisową auta. Jeśli w tym samym dniu auto było u mechanika w innym mieście – badanie jest podejrzane.
Co zrobić, jeśli podejrzewam, że kupiłem auto z "lewym" przeglądem?
Najbezpieczniej jest wykonać badanie techniczne na innej, niezależnej stacji. To jedyny sposób na fizyczne potwierdzenie bezpieczeństwa pojazdu.
Czy kupującemu grozi odpowiedzialność karna?
Jeśli kupiłeś auto nieświadomie, jesteś ofiarą. Odpowiedzialność grozi tym, którzy sami wręczali łapówkę diagnostom za wbicie pieczątki bez wjazdu na kanał.
Werdykt: 5500 aut z "lewymi" badaniami to potężny problem dla właścicieli i rynku
Afera w Małopolsce to nie tylko statystyka, ale przede wszystkim kryzys zaufania do systemu Stacji Kontroli Pojazdów. Skala procederu – ponad 5500 pojazdów z fikcyjnymi przeglądami – pokazuje, że system CEPiK wciąż posiada luki, które nieuczciwi diagności potrafią bezlitośnie wykorzystać. Dla kierowców, których auta znalazły się na tej czarnej liście, "zaoszczędzona" godzina na stacji zamienia się właśnie w wielomiesięczny koszmar prawny i finansowy. To jasny sygnał: w 2026 roku nie ma już miejsca na drogę na skróty, bo cyfrowy ślad zostaje na zawsze.
Największym zagrożeniem nie jest jednak sama kara finansowa, ale całkowita utrata ochrony ubezpieczeniowej. W przypadku kolizji, brak realnego badania technicznego daje ubezpieczycielowi idealny argument do regresu, co może oznaczać konieczność spłaty odszkodowań idących w setki tysięcy złotych z własnej kieszeni. Ten skandal powinien być przestrogą dla każdego, kto uważa, że pieczątka w dowodzie jest ważniejsza niż realny stan techniczny zawieszenia, hamulców czy napędu – niezależnie od tego, czy poruszamy się miejskim kompaktem, czy zaawansowanym SUV-em z napędem quattro.
Szybka analiza 4rings.pl:
- Dla kogo: Dla wszystkich właścicieli pojazdów, którzy kupowali auta używane w Małopolsce w ostatnim czasie – weryfikacja historii w CEPiK to teraz absolutna konieczność.
- Główny wniosek: Fikcyjne badanie to tykająca bomba zegarowa. Policja i systemy informatyczne coraz skuteczniej wyłapują anomalie w czasie i miejscu przeprowadzania przeglądów.
- Największe zagrożenie: Całkowite wyłączenie odpowiedzialności ubezpieczyciela (OC/AC) w razie wypadku, co może zrujnować domowy budżet na lata.
Co dalej? Masowe unieważnianie badań technicznych zmusi tysiące kierowców do ponownej wizyty na stacjach, tym razem pod czujnym okiem służb. Możemy spodziewać się, że ten przypadek przyspieszy dawno zapowiadane reformy i zaostrzenie nadzoru nad diagnostami w całym kraju. Na bezpieczeństwie nie da się oszczędzić – i Małopolska właśnie przekonuje się o tym w najbardziej bolesny sposób.
Źródło: materiały prasowej Policji Małopolskiej
